Polecamy artykuł pt. „Bóg zamieszkał w Afryce” autorstwa Beaty Zajączkowskiej, dziennikarki Radia Watykańskiego (Gość Niedzielny, nr 43/2009 z 25.10.2009)
W tekście poruszone są nie tylko tematy związane z opisem obecnej sytuacji gospodarczej i politycznej w państwach Afryki, ale autorka dotyka niezwykle ważnego problemu niesienia pomocy krajom Czarnego Lądu, nie tylko przez różne organizacje międzynarodowe, ale także przez rządy krajów rozwiniętych oraz przez Kościół.
Poniżej zamieszczamy wypowiedź kard. Bernarda Agré z Wybrzeża Kości Słoniowej
„Wiele krajów afrykańskich ma tak wielkie długi, że nigdy nie będzie w stanie ich spłacić. Często nasi dłużnicy mówią: „Nie macie pieniędzy? Nie ma problemu. Dajcie nam w zamian ropę, złoto, bogactwa naturalne…”. To nie jest sprawiedliwy kontrakt. To forma współczesnego niewolnictwa. Według ekonomistów za każdego pożyczonego dolara musimy oddać osiem! W moim kraju długi pochłaniają prawie połowę budżetu państwa. Nie ma więc pieniędzy na edukację, służbę zdrowia czy rozwój rolnictwa. Bez darowania zadłużenia trudno będzie mówić o przyszłości Afryki”.
Źródło: „Bóg zamieszkał w Afryce” autorstwa Beaty Zajączkowskiej, dziennikarki Radia Watykańskiego (Gość Niedzielny, nr 43/2009 z 25.10.2009)
Żył sobie bogaty kupiec. Pewnego dnia spakował kolorowe czapeczki i postanowił udać się z nimi na rynek. W drodze,kiedy poczuł zmęczenie, postanowił odpocząć pod drzewem. Włożył więc wszystkie czapeczki na głowę, aby się zabezpieczyć przed złodziejami. Zaraz potem zasnął. Chrapał tak ,że echo roznosiło się po całej okolicy. Obok drzewa przechodziło stado małp, które tylko czekały na to, by spłatać komuś figla. Zbliżyły się do kupca i po kolei zdjęły mu czapeczki z głowy, pozostawiając tylko jedną – najbardziej zniszczoną. Małpy wlazły na sam czubek drzewa i czekały na rozwój wypadków.
Kiedy kupiec się obudził, wpadł w przerażenie i w rozpaczy podniósł głowę ku niebu. Wtedy spostrzegł na drzewie gromadkę złodziei. Tego było za wiele. Z gniewem zerwał z głowy swoją czapkę i cisnął ją o ziemię. W tej samej chwili małpy, naśladując jego gest, rzuciły na ziemię swoje czapeczki. „Świetnie” – mruknął kupiec i pozbierawszy odzyskany towar ruszy dalej radośnie podśpiewując.
Por. Bajka o tym samym tytule ze zbioru "26 bajek z Afryki ze zdjęciami Ryszarda Kapuścińskiego", Wydawnictwo Biblioteki Gazety Wyborczej / Green Galery.
W książce pod tytułem „Zwykły człowiek” (autorstwa Paula Rusuesabagina – kierownika hotelu Mille Collines w stolicy Rwandy Kigali – zob. film „Hotel Rwanda”) przeczytałam: „Słowa mogą być instrumentem zła, lecz mogą okazać się potężnym narzędziem życia. Jeśli wypowiesz właściwe słowa, mogą one uratować świat”.
Nasze słowa na tym blogu świata pewnie nie uratują, ale wierzymy, że dzięki tym naszym krótkim relacjom i wspomnieniom będziemy mogli zaszczepić w Tobie przynajmniej troszkę miłości do naszych chłopaków z CALM i oczywiście do Afryki.
Ten blog to trochę odpowiedź na wezwanie do tego, by dzielić się wspomnieniami, by mówić o nich głośno, nie pozwolić, aby zatęchły gdzieś w naszym wnętrzu. To sposób by dzielić się miłością do Afryki i wdzięcznością za to, co otrzymaliśmy od mieszkańców CALM i Ugandy.
Minęły już trzy tygodnie od naszego powrotu z Ugandy, a w naszych uszach cały czas rozbrzmiewają pozdrowienia dzieciaków, ich głosy, śmiech… Nawet trochę nam tego brakuje..., szczególnie radosnych spojrzeń, błysku w oczach, szczerzących się do nas zębów…
31 sierpnia 2009 r. w CALM miało miejsce uroczyste poświęcenie kaplicy pw. św. Jana Bosco. Na uroczystość przybyło bardzo wielu gości (m.in. nuncjusz apostolski, czyli ambasador Watykanu), a wychowankowie z CALM prezentowali swoje talenty. Oto część z nich....
Ponad dwa miesiące temu lotnisko w Entebbe przywitało nas przyjaznym i tajemniczym „Welcome to Pearl of Africa”. Nic poza cudownie słoneczną pogodą nie pozwalało przypuszczać, że Uganda jest właśnie tą afrykańską perłą. „Gdzie ta perła?” – myśleliśmy. Widoczna niemal wszędzie bieda, bawiące się na w brudzie dzieci, okropnie dziurawe drogi (już nigdy nie będziemy narzekać na drogi w Polsce), hałas klaksonów taksówek i boda boda, sypiący się do oczu piasek i zimna woda w kranie … Przez pierwszych kilka dni nie byliśmy w stanie się do tego przyzwyczaić… Ba.. wkurzało nas to. Nie spodziewaliśmy się nawet, że z biegiem czasu wszystkie te wymienione rzeczy staną się dla nas naturalnym elementem krajobrazu tego afrykańskiego kraju. A już na pewno nie myśleliśmy, że bardzo szybko człowiek jest się w stanie do tego wszystkiego przyzwyczaić, a nawet i za tym tęsknić. Życie nas po raz kolejny miło zaskoczyło.
Ktoś kiedyś powiedział, że aby zakochać się w Afryce, trzeba najpierw odwiedzić Ugandę. Miał rację. My zakochaliśmy się – najpierw w Ugandzie, a potem chyba i w Afryce. W czym dokładnie? W radosnych uśmiechniętych mieszkańcach Ugandy, w dzieciach (szczególnie w naszych małych przyjaciołach z CALM), w tamtejszej przyrodzie, w muzyce, w różnorodności, którą tam się obserwuje, w nieprzewidywalności Afryki. Gdyby zmierzyć procentowo kawałek Afryki, który mogliśmy zobaczyć, byłby to zaledwie około 1% całkowitej powierzchni kontynentu. Prawie nic, a jednak zostawiło w naszych sercach konkretny ślad. Taki, że jak ktoś nas pyta: „jak było?” – odpowiadamy: „Było tak, że chcemy tam kiedyś wrócić”. Mamy nadzieję, że i to marzenie – podobnie jak poprzednie (wyjazd na misję) – się kiedyś ziści.
Tak, dla nas Uganda to Perła Afryki – nasza Perła, którą otrzymaliśmy i którą zachowamy w naszych sercach i w naszym życiu na bardzo długo. I może za jakiś czas ponownie powitani zostaniemy „Welcome to Pearl of Africa”.
"I have climbed highest mountain I have run through the fields Only to be with You I have run I have crawled I have scaled these city walls These city walls Only to be with You But I still haven't found what I'm looking for..."
A ja znalazłam to, czego szukałam… I nawet o wiele więcej...
Piosenka: "I Still Haven't Found What I'm Looking For", U2
Wiedzieliśmy, że Rwanda jest inna od Ugandy, ale nie spodziewaliśmy się, że tak bardzo. Już po przekroczeniu granicy nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że mamy tam bardziej uważać niż w Kampali: na policjantów, na to, co mówimy, na to, jak się zachowujemy. "To oczywiście sprawka tych, którzy rządzą (a właściwie tego, który jest głową państwa). Propaganda na każdym kroku. Oficjalnie nie ma konfliktu między „długimi” i „krótkimi”, ale w powietrzu czuć, że ten wulkan może za chwilę wybuchnąć. Rwanda wydaje się smutna, zamknięta i przygnębiona – choć oficjalnie nikt tego nie przyzna" (słowa człowieka, z którym mieliśmy okazję się spotkać i porozmawiać. Nie możemy podać jego personaliów, bo mógłby mieć poważne problemy). .
Po powrocie z Kigali odwiedziliśmy siostrę Angelikę. Siostra od 11 lat przebywa w Ugandzie w wiosce - Rushooka. Prowadzi centrum dla dziewcząt – nauczając je wyszywania, dziergania na szydełku, robienia na drutach, gotowania i jeszcze wielu innych rzeczy. Niesamowita kobieta, no i niesamowite rzeczy przez jej ręce się dzieją. Oby więcej takich kobiet pracowało w Afryce.
Pewien człowiek powiedział nam ostatnio, że z poznawaniem Afryki jest tak, jak z obieraniem cebuli – odkrywa się kolejne jej warstwy, myśląc, że to już ta odpowiednia część warzywa, a tu pojawiają się kolejne, które trzeba obrać. Czasami to obieranie cebuli powoduje łzy. Z Afryką jest tak samo. Myśli się, że ją się już trochę poznało, wyjeżdża się do innego kraju i wszystko jest inne. Inny klimat, inne krajobrazy, inne miasta, inni ludzie. Po tych prawie dwu miesiącach tutaj – wiemy, że aby choć trochę poznać tę Afrykę (w której się chyba zakochaliśmy) potrzeba więcej czasu – może pół roku, może rok, a może i więcej….
Cześć, dobry wieczór, proszę, dziękuję, przepraszam itd. – to pierwsze słowa, których zdołaliśmy nauczyć chłopców na zajęciach z języka polskiego. Najwięcej emocji wzbudziła jednak fajna dziewczyna. Poza tym po powrocie niektórych chłopców z Polski, ogromną popularnością cieszy się piosenka…… Jesteś szalona. Słyszymy ją tu każdego dnia. Wiemy, że szczególnie Wrocław i Chorzów podśpiewują tę piosenkę od czasu do czasu, więc na pewno przywieziemy Wam wersję ugandyjską – jak się uda to i z teledyskiem, hehehe.
Dziś pokazaliśmy maluchom nasze zdjęcia – te z Polski. Bardzo się cieszyli, gdy mogli pooglądać jak wygląda Polska (o której tak dużo słyszeli) oraz jak wyglądają polskie dzieci. Od razu również pytali: a co to za chłopiec? A co to za dziewczynka? A ile mają lat? A chodzą do szkoły??? (Hania, Johny, Dawcio – macie pozdrowienia od chłopców z CALM).
Jutro jedziemy do Rwandy. Do tej pory znaliśmy ten kraj z filmów i książek, które opowiadały o wojnie domowej między plemionami Hutu i Tusti. Mówią nam, że Rwanda jest zupełnie inna niż Uganda. Po pierwsze pod względem krajobrazowym – jest tam o wiele bardziej zielono i górzyście, a po drugie ludzie są tam inni: bardziej zdystansowani, zamknięci. Jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę to, czego doświadczyli 15 lat temu. W okresie od kwietnia do czerwca 1994 roku w Rwandzie zginęło około 800 tys. ludzi (niektóre źródła podają, że nawet około miliona). Zajścia rozpoczęły się 7 kwietnia, dzień po zestrzeleniu podchodzącego do lądowania w Kigali samolotu, na pokładzie którego znajdowali się prezydenci Rwandy i Burundi. Systematyczna masakra mężczyzn, kobiet i dzieci trwała ponad trzy miesiące i odbywała się na oczach społeczności międzynarodowej. Mówi się, że wojna w Ruandzie była jedną z największych porażek ONZ – mimo danych zgromadzonych przed wybuchem konfliktu i relacji w mediach (już po rozpoczęciu konfliktu) państwa zachodnie w żaden sposób nie zareagowały, aby zapobiec wojnie.
musial.karg@gmail.com -
Jesteśmy małżeństwem od 2004 r.
Latem 2009 r. spędziliśmy kilka miesięcy na placówce misyjnej w Namugongo w Ugandzie. Byliśmy w ośrodku CALM - Children and Life Mission, gdzie przebywa około 180 chłopców.